Nie chodzi o to, co robisz
poranna rozmowa z lustrem

Nie chodzi o to, co robisz, a o to, jak o sobie myślisz, kiedy to robisz.

Stoisz przy lustrze o 6:15 rano, w dresie, z butelką wody w ręku, bo obiecałaś sobie, że w tym tygodniu w końcu zaczniesz biegać. Trzeci dzień z rzędu. I trzeci dzień z rzędu w głowie słyszysz to samo sceptyczne zdanie: no dobra, ciekawe jak długo wytrwam (bo w głębi czujesz, że pewnie wyjdzie jak ostatnio).

I wiesz co?

Prawdopodobnie długo nie wytrwasz.

I można by powiedzieć, że tu chodzi o silną wolę, że niektórym takie rzeczy przychodzą łatwiej, innym ciężej. Inni mieli lub mają lepsze warunki, a my mamy gorzej.

Ale to nie do końca w tym rzecz. To nie jest powód, przez który Twoje cele i postanowienia zaczynają umierać po kilku dniach.

Powiem Ci nieco o małym eksperymencie, o wyzwaniu, które zrobiłam sobie przez kilka miesięcy, czyli coś o tożsamości.

Zanim zacznę się rozkręcać to jedna rzecz – czym do jasnej ciasnej jest tożsamość?

Spotkałaś się z tym zapewne nie raz, szczególnie w angielskim „new identity”, „identity change” (chyba, że nie słuchasz i nie przeglądasz „pierdół” o manifestacji to może być to dla Ciebie obcy termin).

Tożsamość to nic innego, jak Twoje myślenie o sobie – kim myślisz, że jesteś, jakie masz wartości, jakie masz cechy, albo… jakich cech nie masz.

Cele mówią „co chcę mieć”. Tożsamość mówi „kim jestem”

Przez lata robiłam dokładnie to samo, co pewnie robisz Ty. Stawiałam sobie cel – schudnąć, być pewną siebie dziewczyną, nauczyć się szyć… i czekałam, aż te cele jakoś… same się osiągną, bez większego wysiłku czy działania. Na początku nawet coś robiłam, jak była motywacja. Robiłam nawet jak było ciężko! Przez trzy dni. No może tydzień.

A potem wracałam do punktu wyjścia i dokładałam sobie kolejny dowód na to, że „znowu mi nie wyszło”.

James Clear, autor „Atomowych nawyków”, nazywa to bardzo prosto: większość z nas ustawia sobie cele oparte na wyniku („chcę schudnąć 5 kg”) albo na wyglądzie („chcę być osobą, która wygląda dobrze na zdjęciach”). Problem w tym, że te cele nie mają żadnego zakotwiczenia w tym, kim jesteś na co dzień. Więc jak tylko robi się trudno – a zawsze robi się trudno – nie masz się czego złapać. Bo w środku wciąż jesteś osobą, która „nie biega”, „nie kończy tego, co zaczyna”, „nie jest wystarczająco zdyscyplinowana”.

Każde działanie, które robisz, jest potwierdzeniem tego, kim jesteś. Wszystko co robisz jest dowodem czegoś, jakiejś konkretnej cechy.

Wstajesz i idziesz biegać – zbierasz dowód na „jestem osobą, która biega”. Zostajesz w łóżku – zbierasz dowód na coś innego, np. nie potrafię wstać z łóżka, jestem za mało zdyscyplinowana. Żaden pojedynczy akt Cię nie definiuje, ale ich suma… już tak.

To nie dotyczy tylko celów. Dotyczy tego, jak w ogóle się czujesz ze sobą

I tu chcę się zatrzymać na chwilę, bo łatwo pomyśleć, że to wszystko dotyczy tylko list zadań i porannego biegania.

Sposób, w jaki myślisz o tym, kim jesteś, wpływa na to, jak reagujesz, kiedy ktoś Cię skrytykuje w pracy. Na to, czy zostajesz w relacji, która Cię wyczerpuje, bo „taka już jestem, znoszę dużo”. Na to, czy w ogóle podnosisz rękę, żeby powiedzieć swoje zdanie na spotkaniu. Na to, jak mówisz do siebie, kiedy popełnisz błąd – czy to jest „no trudno, spróbuję inaczej”, czy „wiedziałam, że mi nie wyjdzie”.

Bo tożsamość nie siedzi w osobnej szufladce obok „celów zawodowych” i „celów fitness”. Ona jest filtrem, przez który przechodzi absolutnie wszystko, co robisz i czujesz w ciągu dnia. Nie dlatego, że tak sobie ładnie brzmi – tylko dlatego, że tak dosłownie działa Twój mózg: przefiltrowuje ogrom bodźców, które do Ciebie docierają, i skupia uwagę na tych, które pasują do tego, kim – w danej chwili – uważasz, że jesteś, czy coś „jest dla Ciebie” czy nie.

Więc jak to w ogóle zmienić

Nie przez jedną wielką decyzję o północy 1 stycznia. Nie przez afirmację powtórzoną 20 razy w lustrze, na której zresztą sama się kiedyś przejechałam, bo mój mózg od razu rozpoznawał, że to nieprawda, i szukał kontrargumentów. Tylko przez dwa proste kroki, powtarzane w kółko.

1

Zdecyduj, kim chcesz być, nie co chcesz mieć. Nie „chcę schudnąć”, tylko „jestem osobą, która dba o swoje ciało”. Nie „chcę mieć więcej klientek”, tylko „jestem osobą, która pokazuje się regularnie, nawet kiedy nie ma ochoty”.

2

Udowadniaj to sobie małymi dowodami, zanim uwierzysz w to na sto procent. Nie musisz od razu czuć się tą osobą. Musisz zebrać wystarczająco dużo małych dowodów, żeby mózg w końcu zaczął sam z siebie mówić „no ale przecież ja to robię, więc chyba jestem taką osobą”. Jeden trening to już dowód, że stajesz się tą osobą.

I tu przychodzi temat pytań, które zadajesz sobie każdego ranka. Pytanie „dlaczego mi nigdy nie wychodzi” zamyka Cię w tożsamości osoby, której nie wychodzi. Pytanie „co dziś mogę zrobić, żeby być trochę bliżej tego, kim chcę się stać” – otwiera dokładnie odwrotny kierunek, bo przywołujesz do głosu zupełnie inną tożsamość, zanim jeszcze zrobisz pierwszy krok.

Nie musisz mieć tego rozpracowanego od razu

Nie napiszę Ci teraz, że wystarczy zmienić jedno zdanie i jutro budzisz się jako zupełnie inna wersja siebie. To nieprawda i sama bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi tak powiedział (no dobra Julia, nie cwaniakuj — kiedyś zaufałam takim słowom i się przejechałam, więc już nie myślę o zmianie, że to dzieje się z dnia na dzień).

Ale możesz zacząć od jednego pytania, które zadasz sobie w ten poniedziałek rano, zanim jeszcze sprawdzisz telefon:

Kim chcę być w tym tygodniu i jaka jedna rzecz, którą dziś zrobię, będzie na to dowodem?

To wszystko. Jedno zdanie, jeden mały dowód. A za tydzień kolejny. I tak dalej, aż pewnego dnia złapiesz się na tym, że już nie musisz sobie tego przypominać – bo po prostu tak teraz robisz.

Pamiętaj, jeśli chcesz w coś o sobie uwierzyć, np. że jesteś pewną osobą, to zrób coś, co Ci pokaże, że jesteś taką osobą. Musisz to sobie udowodnić. W ten sposób budujesz zaufanie do samej siebie i to buduje Twoją pewność.

XOXO, Julia
Rock Your Plan