The True You Journal
179,00 zł
Poczucie bycia gorszą czy niewystarczającą może się skończyć. I to szybciej niż myślisz.
The True You Journal – Twój osobisty terapeuta, coach, doradca i inspirator
- Darmowa dostawa od 400 zł
- Bezpieczne płatności
Wiesz, że możesz więcej i masz potencjał. Brakuje Ci tylko dowodów, że jesteś w stanie wiele osiągnąć.
The True You Journal to 7-etapowy system, który przeprowadza Cię od cichego „jestem gorsza” do kolekcji dowodów na własną wartość – napisanych Twoją ręką, z Twojego własnego życia. To miejsce, gdzie zaczynasz wierzyć w siebie i w swoje cele.
Czy to Twój poniedziałkowy poranek?
Jest 7:42, kawa paruje. Za chwilę praca, a Ty przez sekundę siedzisz z myślą: „w tym tygodniu to zmienię.”
A potem w głowie pojawia się ten drugi głos: „Serio? Znowu tak mówisz.”
Znasz swoje wady na pamięć. Żeby wymienić dziesięć mocnych stron – musiałabyś się długo zastanawiać. Gdy ktoś Cię pochwali, machasz ręką: eee, nic takiego. Gdy ktoś skrytykuje – analizujesz to przez cały tydzień.
Próbowałaś planerów, które po trzech tygodniach lądowały w szufladzie. Afirmacji przed lustrem, przy których coś w środku komentowało: „taa, jasne.” Podcastów, po których motywacja trzymała dwa dni, a potem znowu wracałaś do siebie.
I gdzieś pod tym wszystkim siedzi jedno, uparte przekonanie: wiem, że mogę więcej. To poczucie nie chce odejść.
Problem nie leży w braku dyscypliny, a w pytaniach
Mózg nieustannie szuka odpowiedzi na pytania, które mu zadajesz.
„Dlaczego mi nie wychodzi?”
Mózg przez cały dzień zbiera dowody, że nie wychodzi. Każde potknięcie, każda niedokończona lista, każde opóźnienie – wszystko trafia do tej samej teczki.
„Dlaczego jestem taka słaba?”
Mózg szuka dowodów na słabość. I zawsze je znajdzie, bo takie jest jego zadanie.
„Co we mnie jest naprawdę dobre?”
Mózg zaczyna szukać dowodów na Twoją wartość przez cały dzień. Tak samo automatycznie.
Syndrom oszusta, szukanie potwierdzeń z zewnątrz, strach, że nie masz wystarczająco dużo umiejętności – to trzy różne objawy tej samej przyczyny. Przyswajasz sobie negatywne formy postrzegania siebie, a to tworzy Twoje bariery w urzeczywistnianiu celów.
To nie jest zwykły dodatek do Planera. To fundament, który go trzyma przy życiu.
Może już masz Planer. Rozpisałaś wszystko pięknie – cele, tygodnie, checklisty. Ale mimo to nadal czujesz, że coś nie gra, i wracasz na stare tory.
Długo myślałam, że to problem z dyscypliną. Że trzeba bardziej chcieć.
Ale to nie tu był problem. Jak rano budzisz się z myślą „i tak mi nie wyjdzie”, „nie wiem, czy mi się uda”, „co inni pomyślą”, to przez cały dzień szukasz na to potwierdzeń.
Planer mówi Ci, co robić. Journal dba o Twoje fundamenty w budowaniu wiary w siebie i własne cele.
Wiara i działanie to dźwignia, wzajemnie się napędzają. Journal jest miejscem, gdzie zaczynasz ruszać obiema stronami naraz, i to dotyczy też Twoich celów: cel zapisany z miejsca wątpienia w siebie nigdy nie dostanie tyle energii, żeby przetrwać kolejne miesiące. Cel zapisany z miejsca dowodów, że sobie poradzisz, doda Ci energii i chęci do działania.
Rozpoznajesz siebie w którymś z tych zdań?
Jeśli coś w Tobie cicho mówi „to coś o mnie” – trafiłaś w dobre miejsce.
- Znasz swoje wady na pamięć. Ale żeby wymienić 10 mocnych stron? Musiałabyś się dłużej zastanowić.
- Wiesz, że możesz więcej. To głęboko zakorzenione, uparte przekonanie, że masz w sobie ogromny potencjał, który trzeba wydobyć.
- Próbowałaś już wszystkiego: planery, podcasty, afirmacje, metoda SMART, kursy online. I za każdym razem ta sama historia: kilka dni ekscytacji, podejmujesz działanie, na początku wszystko ładnie śmiga, a potem stare schematy wracają jakby nigdy nic.
- Kiedy ktoś Cię chwali, machasz ręką: „Eee, nie, to nic takiego”. Ale gdy ktoś Cię skrytykuje – analizujesz to przez tydzień.
- W poniedziałek budzisz się z planem. W piątek kładziesz się spać zawiedziona, że tydzień minął i znowu nic.
- W pracy czujesz, że możesz więcej, ale czekasz, aż ktoś sam to zauważy, bo boisz się, że jak się wychylisz, nie uda się i będzie Ci głupio.
7 przełomów, które na Ciebie czekają
Odwaga nazwania rzeczy po imieniu
Siadasz z pytaniem: „Dlaczego nie odpowiada Ci stan, w jakim aktualnie się znajdujesz?” I po raz pierwszy nie machasz ręką. Piszesz. Przyznasz przed sobą, że Ci na sobie zależy. Że w głębi duszy cholernie chcesz dla siebie dobrze.
Mózg widzi, w co może wierzyć
Opisujesz swój dzień w przyszłości – od śniadania do kolacji. Konkretnie. W jakim mieszkasz domu? Jak wyglądasz? Jak odnosisz się do ludzi? Kończysz kilkanaście stron i czujesz ekscytację, że tak właśnie może wyglądać Twoje życie. Pierwszy raz widzisz to tak dokładnie, tak wyraźnie, że nie będziesz chciała odpuścić sobie tej wizji i możliwości takiego życia.
Odkrywasz, że jest w Tobie więcej, niż myślałaś
„Napisz 10 osiągnięć, z których jesteś dumna.” Myślisz, że nie masz tylu. Piszesz. I nagle masz 12. Albo 15. I widzisz, że nigdy tak na siebie nie patrzyłaś. To są twarde dowody, których nie podważysz ani Ty, ani nikt inny. Bo jak podważyć coś, co jest faktem, a nie opinią?
Budujesz tożsamość na swoich zasadach
„Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś była 20% bardziej pewna siebie?” Nagle widzisz: jedyną barierą jesteś Ty sama. Tworzysz własne wartości i zasady życiowe. Kobieta bez wartości żyje cudzymi. Kobieta z wartościami ma kompas.
Przepisujesz narrację swojej historii
Wracasz do najtrudniejszych momentów z życia i po raz pierwszy patrzysz na nie inaczej. Porażka przestaje być dowodem, że jesteś do niczego, a staje się lekcją, którą już zaliczyłaś.
Marzenia dostają datę i plan
Pierwszy raz w życiu zapisujesz: „Za 5 lat chcę…” Nie raz przeszło Ci to przez myśl, trochę wstydząc się, że chcesz „za dużo”. Teraz stoi na papierze. I nie zdziw się, kiedy wrócisz tutaj za kilka lat i porównasz swoje życie z tymi odpowiedziami. Marzenie przestaje być abstrakcją i staje się projektem.
Ciało uczy się, jak wygląda pewność siebie
Wstajesz z krzesła. Głowa wysoko, ramiona otwarte, stopy pewnie na podłodze. Przez 5 minut chodzisz jak ona – ta kobieta, którą chcesz być. Mówisz jak ona, gestykulujesz jak ona.
To nie jest ćwiczenie „wmów sobie, że jesteś pewna siebie”. To jest neurobiologia – ciało zapamiętuje wzorce. I z czasem ta postawa staje się dla Ciebie naturalna.
Wyciągasz ten dziennik z półki…
Czytasz pierwsze strony, to, co pisałaś na samym początku, lekko zestresowana i z nutą nadziei na lepsze jutro.
I mówisz: „O Boże. Tyle się zmieniło!”
Gdy czytasz to, co zapisałaś rok temu, wręcz czujesz te emocje, które wtedy Ci towarzyszyły, i przede wszystkim zauważasz, jak Twoja głowa sama unosi się teraz z dumy, a uśmiech pojawia się na twarzy.
Ten czas i tak przeminie. Te miesiące i tak zlecą.
Pytanie jest jedno: kim będziesz, gdy miną?
Co Cię powstrzymuje?
„Zapłacę i nic się nie zmieni.”
Rozumiem ten strach, naprawdę. Bierze się z tego, że już tyle razy próbowałaś i za każdym razem Twój mózg dostawał kolejny dowód: Widzisz? Nie dasz rady. Znowu tak samo się kończy.
Właśnie dlatego ten dziennik zaczyna się nie od celów, a od odwagi nazwania rzeczy po imieniu. Bo zanim cokolwiek się zmieni, trzeba spojrzeć prawdzie w twarz – nie z krytyką, ale z ciekawością. I to jest niewygodne, ale właśnie o to chodzi.
A gdy już wiesz, co chcesz zmienić, napisane czarno na białym – poniekąd zobowiązujesz się, że zrobisz wszystko, by to zmienić, bo naprawdę zależy Ci na samej sobie.
„To zajmie miesiące.”
Życie w krytykowaniu siebie zajęło Ci kilkanaście lat. Im regularniej wracasz, tym trwalsza zmiana, bo Twój umysł cały czas jest nastawiony na Ciebie, na Twoje mocne strony i szanse. I zaczyna szukać tego w rzeczywistości. Te kolejne tygodnie możesz poświęcić na poznawanie siebie albo na nierobienie nic. Te tygodnie, miesiące i tak zlecą. Pytanie, co w tym czasie zrobisz?
„Nie będę w tym regularna, do tej pory mi nie wychodziło.”
Wyobraź sobie śniadanie. Odkładasz telefon i zamiast TikToka otwierasz dziennik. Odpowiadasz na jedno pytanie – pięć minut, maksymalnie dziesięć. Zamykasz i idziesz dalej, ale jakoś tak… pewniej. Z wyżej podniesioną głową, uśmiechem na ustach i z pewniejszym krokiem.
Będziesz chciała do niego wracać, bo to jedyne miejsce w ciągu dnia, gdzie nie musisz poświęcać uwagi innym, a samej sobie. A to naprawdę miłe uczucie.
„Inne są tańsze.”
Są. Porównaj z jedną wizytą u coacha – ten sam cel, kilkaset złotych za godzinę i wciąż szukasz odpowiedzi u kogoś z zewnątrz, by Ci powiedział, kim jesteś. Ufasz bardziej komuś niż sobie. Tu odpowiedź jest w Tobie. Zadajesz sobie właściwe pytania, sama na nie odpowiadasz i z czasem czujesz, jak coraz mocniej ufasz sama sobie i zaczynasz wierzyć, że osiągniesz swoje cele.
A w innych dziennikach nie znajdziesz ćwiczeń z własnym ciałem.
Dla kobiety, która wie, że może więcej i jest gotowa w końcu zebrać na to dowody.
Ten czas i tak przeminie. Te tygodnie i miesiące i tak zlecą. Pytanie brzmi: czy za rok nadal będziesz sobie powtarzać, że się nie nadajesz i że to nie jest dla Ciebie, czy zaczniesz ufać i wierzyć we własne możliwości?













Gabrysia –
Mam go już jakiś czas i bardzo chętnie wieczorami siadam, aby odpowiedzieć na jedno z pytań. Czuje wtedy możliwość wyciszenia się, że jest to czas dla mnie. Często trafiają się tam pytania, których nigdy wcześniej sobie nie zadawałam i o nich nie rozmyślałam. Dzięki niemu muszę przyznać, poznałam lepiej samą siebie i dalej poznaje. Polecam, każdemu, kto czuje się trochę zagubiony!