Jak planować dzień, żeby faktycznie coś się wydarzyło – Rock Your Plan

Zapisujesz zadania, a wieczorem lista wygląda tak samo?

Macie też czasami tak, że zapisujecie sobie zadania na dany tydzień lub dzień, ale później, jakoś tak.. mało co zostało zrobione?

Powiem Wam, że miałam tak przez bardzo długi czas. Sam proces planowania, zapisywania sobie zadań dawał mi mega satysfakcje i taką dużą dawkę energii, że aż ciężko było mi zasnąć (planuję głównie wieczorami).

Zapisywałam w Planerze zadania i już nie mogłam się doczekać jutra, jak będę tak super produktywna, że to wszystko ogarnę. Miałam taką motywację, energię, że gdybym usiadła do tego właśnie tego wieczora, kiedy planowałam to miałabym połowę z tych rzeczy zrobionych.

Ale nie.. bo przecież jest wieczór, trzeba nieco odpocząć po całym dniu. Zostawię to na jutro.

Och, jaki to był ból, kiedy się okazywało, że rano ta energia jest nieco inna. Jakby się ulotniła. Nagle myśl o działaniu powodowała jedno – bardzo mocne wzdychanie i zniesmaczenie.

No ale, robota się sama nie zrobi.

Owszem, mogłabym sobie odpuścić i nic nie robić, a później narzekać, że tak mi źle, że nic mi w życiu nie wychodzi i jestem taką ofiarą losu.

Okej – mała poprawka – robiłam tak przez dość długi czas, ale w końcu przyszła rzeczywistość dorosłego człowieka.

Wszelkie obiecanki z Instagrama, że możesz zarabiać tysiące bez ciągłej pracy – robisz coś raz i sprzedajesz, okazało się tak dobrą bajką, że gdybym miała złotówkę za każdy raz, kiedy w to uwierzyłam – to może faktycznie zarobiłabym te tysiące.

I przyszedł czas, kiedy trzeba było w końcu zejść na ziemię i wziąć się na serio za pracę!

Jak zaczęłam planować swoje dni, że teraz w większości przypadków wyrabiam z działaniem, jestem bardziej produktywna i znajduję czas na to, co chcę zrobić?

Podzielę się z Tobą sposobami, które działają na mnie, a później przeczytasz o wielu innych metodach, które możesz zastosować u siebie, bo niekoniecznie to co sprawdza się u mnie, będzie sprawdzało się u Ciebie.

Więc lekkie rozciągnięcie ramion i zaczynajmy 🙂

Dni tematyczne

Moim najlepszym sposobem na ogarnięcie tych wszystkich potrzebnych rzeczy było ustalenie dni tematycznych. Zakupy? Tylko w soboty. Planowanie posiłków i robienie listy zakupów zawsze w piątki. Porządki w soboty. Podsumowanie i planowanie całego tygodnia w niedziele (lub poniedziałki jeśli weekend jest wyjazdowy). Podlewam kwiatki w poniedziałki i czwartki. Wiem, że brzmi to trochę dziwnie i zbyt schematycznie, ale uwierzcie mi – dało mi to taki spokój w głowie, że teraz obowiązki mają swoje miejsce, swój dzień i dzięki temu mam więcej czasu na działanie i nie obawiam się o to, że czegoś zapomnę. Mam wydrukowany rozpis miesiąca i każdy dzień ma swoje zadania.

Blokowanie czasu i notes na szybkie myśli

Każdego dnia ustalam zadania, które chcę wykonać i kiedyś (choć nadal mi się to zdarza, ale teraz mam większą kontrolę) podczas robienia jednego zadania, rozpraszałam się każdym nowym zadaniem, które akurat przyszło mi do głowy, bo nasłuchałam się, że jak coś trwa poniżej 2 czy 5 minut to lepiej zrobić to do razu. W życiu! Jeśli robię jedno zadanie i jestem na nim skupiona, to każde inne zadanie, które przyjdzie mi na myśl, zapisuję w notesie, który mam na biurku. Teraz wiem, że mi to nie ucieknie, a dzięki temu mogę doprowadzić jedną rzecz do końca i przestać się ciągle rozpraszać, co ostatecznie prowadziło do tego, że zapominałam, nad czym w ogóle pracowałam. Wracając znowu do tego zadania, na nowo musiałam się skupiać, a to nie przychodziło od razu, a zajmowało mi sporo czasu. Więc lepiej jest się skupić na jednym, niż ciągle tracić czas, aby na nowo wprowadzać się w stan skupienia. Blokowanie czasu też pomaga mi w utrzymaniu regularności w innych rzeczach, np. zawsze jem obiad o tej samej godzinie, trening zawsze robię o tej samej godzinie. Dzięki temu wiem, kiedy co się dzieje. Jeśli nie zaplanujesz konkretnego czasu np. na trening to bardzo prawdopodobne, że go nie zrobisz (szczególnie jeśli dopiero wdrażasz ten nawyk).

Myślenie korzyściami

Kojarzysz macierz Einsenhowera? Gdzie ustalasz, co jest pilne, ważne, niepilne i nieważne. Cóż. Ja tej metody nie lubię, ale za to lubię jej lekką modyfikację. Nie patrze pod kątem tylko pilności zadań, ale pod kątem tego, co przyniesie mi najwięcej korzyści i co wymaga jakiego wysiłku.

Macierz Wysiłek vs. Korzyść

To są moje 3 główne sposoby na organizację. Jakie jeszcze są metody? Wybierz coś dla siebie – aż jestem ciekawa, które sprawdzą się w Twoim przypadku!

A – Metody wyboru priorytetów dziennych
01 –

Metoda Ivy Lee

Wieczorem, zanim skończysz dzień, wypisujesz dokładnie 6 zadań na jutro – nie 10, nie 15, tylko 6. Numerujesz je od najważniejszego do najmniej ważnego, kierując się tym, co realnie przybliży Cię do celu, a nie tym, co najgłośniej się dopomina. Rano zaczynasz od zadania numer 1 i zostajesz przy nim, dopóki go nie skończysz – dopiero wtedy przechodzisz do numeru 2, nawet jeśli zajmie Ci to pół dnia. To, czego nie zdążysz zrobić, nie znika – po prostu ląduje na szczycie jutrzejszej szóstki.

02 –

MIT – Most Important Tasks

Zamiast walczyć z ogromną listą zadań, wybierasz tylko te najważniejsze – od 1 do 3 zadań. Zasada jest taka, że przynajmniej jedno z tych zadań musi łączyć się z Twoim celem długoterminowym, a nie tylko z gaszeniem bieżących spraw ze skrzynki. Dopóki tych 1-3 rzeczy nie są zrobione, inne zadania – nawet jeśli się pojawią – czekają. Ta metoda sprawdza się szczególnie wtedy, gdy masz tendencję do zapisywania 20 punktów na liście i kończenia dnia z poczuciem, że nic nie zrobiłaś, bo lista była nierealna od początku. Krótka lista MIT wymusza wybór, a wybór to właśnie to, czego czasem najbardziej brakuje w planowaniu.

03 –

Zasada 1-3-5

Na jeden dzień planujesz dokładnie 9 zadań, podzielonych na trzy kategorie: 1 duże zadanie, 3 średnie i 5 małych. Duże to np. napisanie oferty, średnie to np. odpowiedzenie na kilka maili od klientek, a małe to np. zamówienie materiałów biurowych czy podlanie kwiatków. Chodzi o to, żeby dzień nie składał się z samych wielkich, wymagających rzeczy, bo wtedy łatwo się zniechęcić, gdy zrobisz może jedną z pięciu zaplanowanych. Ja sama czasami wpadam w tę pułapkę – planuję same duże zadania, a potem czuję się, jakbym nic nie zrobiła, mimo że pracowałam cały dzień. Dzięki mieszance dużych, średnich i małych rzeczy łatwiej zamknąć dzień z poczuciem, że faktycznie coś się wydarzyło.

04 –

Metoda ABCDE (Brian Tracy)

Każde zadanie z Twojej listy dostaje jedną literę, w zależności od tego, co się stanie, jeśli go nie zrobisz. A to zadania z poważnymi konsekwencjami – np. spóźniona wysyłka do klientki, która czeka na zamówienie. B to zadania z łagodnymi konsekwencjami, jak odpisanie na komentarz pod postem trochę później niż zwykle. C to rzeczy, które w ogóle nie mają konsekwencji, jeśli ich nie zrobisz – i szczerze, większość list zadań jest ich pełna. D to zadania, które możesz komuś zlecić, a E to te, które powinnaś po prostu skreślić, bo robisz je z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby. Zasada Briana Tracy’ego jest prosta – nigdy nie zabierasz się za B, dopóki na liście zostało choć jedno A.

05 –

Eat That Frog / „Zjedz żabę” (Brian Tracy)

Najtrudniejsze i najważniejsze zadanie dnia robisz jako pierwsze – zanim otworzysz maila, zanim wejdziesz na Instagram, zanim odbierzesz pierwszy telefon. Brian Tracy nazwał to „zjedzeniem żaby”, bo chodzi dokładnie o to – jeśli musisz zjeść żabę, lepiej zrobić to od razu rano, niż patrzeć na nią cały dzień i się jej bać. To zadanie, które najbardziej chcesz odłożyć, jest zwykle tym, które ma dla Ciebie największe znaczenie – inaczej byś go tak nie unikała. Kiedy masz je z głowy na samym początku dnia, reszta zadań wydaje się lżejsza, bo najgorsze już za Tobą.

06 –

Reguła 4D (Do/Defer/Delegate/Delete)

To uproszczona wersja metody ABCDE – zamiast pięciu kategorii masz cztery: Do (zrób), Defer (odłóż), Delegate (deleguj), Delete (usuń). Chodzi o to, żeby każde nowe zadanie czy mail od razu trafiało do jednej z tych czterech szufladek, zamiast lądować na wiecznej liście „do zrobienia”. Jeśli coś zajmie mniej niż kilka minut i jest ważne – robisz od razu. Jeśli jest ważne, ale nie teraz – odkładasz na konkretny termin, a nie w nieskończoność. Jeśli ktoś inny może to zrobić lepiej albo szybciej – delegujesz. A jeśli nie ma to żadnego znaczenia – po prostu usuwasz, zamiast dźwigać to dalej na liście.

B – Metody macierzowe
07 –

Macierz Eisenhowera

Metoda dzieli zadania na cztery ćwiartki: ważne i pilne (rób teraz), ważne i niepilne (zaplanuj na konkretny termin), nieważne i pilne (deleguj), nieważne i niepilne (usuń). Problem w praktyce jest taki, że prawie wszystko ląduje w pierwszej ćwiartce, bo wszystko wydaje się i ważne, i pilne – i właśnie dlatego ja osobiście tej metody nie lubię. Pilność to presja czasu – termin, który się zbliża, ktoś czeka na odpowiedź. Ważność to za to wpływ na Twój cel długoterminowy – coś może wcale nie gonić terminem, a mimo to być kluczowe dla tego, dokąd zmierzasz. Żeby to realnie rozdzielić, warto zadać sobie pytanie: „co się stanie, jeśli zrobię to jutro zamiast dziś?” – jeśli odpowiedź brzmi „nic”, to prawdopodobnie nie jest to aż tak pilne, jak Ci się wydaje. Warto też pamiętać, że ćwiartka pierwsza powinna być najmniejsza, nie największa – jeśli ciągle w niej żyjesz, to znak, że coś umyka w planowaniu, a nie że masz wyjątkowo trudne życie.

C – Metody blokowania i strukturyzacji czasu
10 –

Time blocking (blokowanie kalendarza)

Zamiast trzymać zadania na liście, przenosisz każde z nich na konkretne godziny w kalendarzu – „raport” nie wisi jako punkt na liście, tylko ma przydzielone miejsce od 10:00 do 11:30. Jeśli masz listę do zrobienia, ale nie wiesz, kiedy zrobisz daną rzecz, to bardzo łatwo jest ją przełożyć lub nie zrobić wcale. Cal Newport, autor „Deep Work”, twierdzi, że time blocking daje nawet dwa razy większą efektywność właśnie dlatego, że eliminuje moment wahania „co teraz robić” – decyzja jest już podjęta wieczorem czy rano, kiedy układałaś kalendarz. Dodatkowo kalendarz pokazuje Ci, ile realnie masz czasu – dziesięć zadań „na dziś” nagle nie mieści się między 9 a 17, i widzisz to od razu, zamiast wieczorem się załamywać, że znowu nie wyrobiłaś z zadaniami. Warto zostawiać w blokach margines czasu, bo zadania prawie zawsze trwają dłużej, niż zakładamy. To metoda, która wymaga trochę dyscypliny na starcie, ale daje bardzo dużo spokoju w ciągu dnia.

13 –

Metoda ALPEN

To niemiecka metoda, która krok po kroku prowadzi Cię przez planowanie dnia. Najpierw spisujesz wszystkie zadania (Aufgaben), a potem szacujesz, ile czasu realnie zajmie każde z nich (Länge schätzen) – to jest ten moment, w którym większość z nas kłamie samej sobie, że coś zajmie 15 minut, choć wiadomo, że zajmie godzinę. Kolejny krok to zostawienie bufora – około 40% dnia ma zostać wolne, na nieprzewidziane sprawy, telefony, opóźnienia (Pufferzeiten). Dopiero teraz ustalasz priorytety wśród tego, co zostało (Entscheidungen treffen), a na koniec dnia robisz krótką kontrolę – co się udało, co przeszło na jutro (Nachkontrolle). Sens całej metody to uczciwość wobec własnego czasu – zamiast wypełniać dzień zadaniami do granic możliwości, świadomie zostawiasz margines, więc jeden nieoczekiwany telefon nie wywraca całego planu.

D – Metody przepływu pracy (workflow)
15 –

GTD – Getting Things Done (David Allen)

System Davida Allena opiera się na pięciu krokach: zbierz wszystko, co zajmuje Ci głowę (capture), wyjaśnij, co to konkretnie oznacza i czy wymaga działania (clarify), uporządkuj to w odpowiednich miejscach – kalendarz, lista zadań, projekt (organize), regularnie to przeglądaj (review), a potem działaj. „Zbierz wszystko” oznacza dosłownie wszystko – nie tylko zadania z pracy, ale też „muszę kupić prezent na urodziny mamy” czy „sprawdzić, czy przedłużyłam ubezpieczenie”, bo to też zajmuje miejsce w głowie, nawet jeśli o tym nie myślisz świadomie (robisz taki brain dump, wyrzucasz wszystko z głowy). Kluczowy element to „inbox zero” – jedno miejsce, do którego trafia wszystko, zanim zdecydujesz, co z tym zrobić, oraz cotygodniowy przegląd, podczas którego przechodzisz przez wszystkie swoje listy od nowa. Cały mechanizm ma mocne oparcie naukowe w efekcie Zeigarnik – niedokończone sprawy zajmują pamięć roboczą i nie dają jej odpocząć, dopóki nie zostaną gdzieś zewnętrznie zapisane, poza głową. Dlatego właśnie to uczucie „o kurde, zapomniałam o czymś” budzi Cię czasem w nocy – mózg przypomina Ci o czymś, co nie zostało zapisane w bezpiecznym miejscu. Kiedy wszystko masz zapisane w systemie, któremu ufasz, głowa w końcu może odpuścić i skupić się na tym, co robisz teraz.

Uch, trochę tego jest, mamy w czym wybierać! Ale jak się pewnie domyślasz, metod znajdzie się jeszcze więcej.

Choć nie o ilość tutaj chodzi, a przede wszystkim o działanie – przetestuj, co sprawdzi się u Ciebie. Metody możesz mieszać – ja sama często mieszam i testuję.

Ale w końcu na pewno znajdziesz coś, co będzie pasowało do Ciebie i Twojego stylu życia.

Podpis Julii Julia – Rock Your Plan

Podobne wpisy